11 grudzień 2012

Mistrzostwa Świata w Australii

Napisane przez

Nasza załoga w składzie Piotr Szlachcic z UKS Żeglarz Wrocław i Eryk Martynko z UKŻ Grot OSiR Suwałki zajęła czwarte miejsce w Mistrzostwach Świata 2012 w klasie Cadet.

__________
15 stycznia

Już parę dni w kraju minęło więc czas na kilka słów podsumowujących nasz wyjazd na Mistrzostwa Świata do Australii. Tym jednak razem postaram się opisać to co mnie najbardziej zaskoczyło na wyspie diabla Tasmańskiego i to nie tylko pod kątem żeglarstwa.

 

Co w Australii jest inaczej niż u nas, a co jest tak samo?
Nigdy nie miałem przyjemności odwiedzić ojczyzny zawodników, którzy mają na żaglu napisane GBR więc dla mnie sporym zaskoczeniem była jazda w samochodzie po stronie kierowcy ale bez kierownicy (Jak można zmieniać biegi lewą ręka?!) pewnie dla tego większość aut w Aus ma automatyczna skrzynie biegów.
Odwrotne zamocowanie kierownicy niesie ze sobą kilka innych odwrotności. Przechodząc przez ulice trzeba wbrew odruchowi odwracać głowę w złą stronę, nawet jak się ludzie na ulicy mijają to ze złej strony. Dziwne!
Z cyklu odwrotności trzeba jeszcze wspomnieć że jak się chce otworzyć drzwi to trzeba kręcić kluczem w lewo, jak ktoś chce się cały dzień opalać to leżak musisz co chwile obracać nie w prawo tylko w lewo, wir w kiblu podobno kręci się w odwrotną stronę ale nie sprawdzałem, a ciepły wiatr wieje z północy a zimny z południa.

Na samym początku pisałem o cenach w sklepie. Można by powiedzieć ze produkty kosztują tyle samo co u nas, tyle że w dolarach a nie w złotówkach. Paliwo podobno ostatnio podrożało więc kosztuje aż półtora dolara, samochody kosztują tyle co u nas, a domy na Tasmanii podobno o wiele mniej niż w głównej Australii.

Średnie zarobki? Nauczyciel zarabia coś około 3500$ miesięcznie, ale już byle jaki lekarz 10 000$.

Różnice cenowe i drogowe pewnie są podobne jak przy wielu innych krajach. Jednak to co na mnie zrobiło największe wrażenie to ludzie! To jakie mają podejście do spraw codziennych i do żeglarstwa.
Wielokrotnie pisałem że wszyscy są bardzo życzliwi i uśmiechnięci, zdarzało się że idąc przez centrum przypadkowy pan w garniturze potrafił się do nas uśmiechnąć i zapytać jak się mamy. Jakoś nie wyobrażam sobie żeby w Warszawie jakiegoś przypadkowego biznesmena obchodziło to jak się czuje.
Często jeździliśmy miejskimi autobusami, każdy wysiadający zawsze dziękuje kierowcy gdy wysiada, kierowca zawsze dziękuje wysiadającym, z głośników leci muzyczka przy której nóżka sama chodzi w rytm, a kierowca często zabawia pasażerów na każdym przystanku innym żartem.
Gdy tylko mieliśmy jakikolwiek problem od razu wszyscy chcieli nam pomagać. Główny mierniczy Australii potrafił wziąć wiertarkę do ręki i poprawiać to co nam nie pasowało w mocowaniu steru.

Z kolei Paull Burnell to taki pan który wygrał Mistrzostwa Świata w roku w którym ja się urodziłem, rok później powtórzył swój wynik, a w tym roku jako organizator regat, gdy dowiedział się że nie mamy samochodu, wykonał jeden telefon w efekcie czego jego mama codziennie rano podwoziła nas do portu.
Codziennie pod plaże podpływały luksusowe jachty, na które można było się zabrać żeby oglądać wyścigi z bliska. Właściciele tych pływających salonów, jako wolontariusze zobowiązywali się że chętnie ugoszczą obcokrajowców na swoich pokładach, więc parę razy miałem okazję popijając kawkę, oglądać wyścigi z wysokości kilku metrów górnego pokładu luksusowego jachtu.

Co do samej filozofii żeglarstwa to jeszcze przed Mistrzostwami Australii, gdy trenowaliśmy i dostrajaliśmy sprzęt zauważyłem że niektóre załogi trenują kompletnie same. Na malutkich Cadecikach zawodnicy pływają bez żadnej opieki po całej zatoce Sandy Bay.
Czemu tak?
Sądzę że żeglarstwo w Australii jest na tyle popularne że rodzice po prostu traktują pływanie jak coś normalnego. U nas często małe dzieci jeżdżą same po osiedlu na rowerach, a ich mama może tylko dodać “uważaj na samochody”, myślę że tam żeglowanie jest równie naturalne co u nas jazda na rowerze, tyle że tam mamy mówią “uważaj na promy”.

Podczas trwania regat często ukazywały się publikacje w prasie na temat żeglarstwa. Obok świeżych informacji kto wygrał regaty Sydney Hobart można było przeczytać obszerny artykuł z informacją kto wygrał Mistrzostwa Australii w Cadecie, a na dzień przed zakończeniem MŚ pojawiły się artykuły w prasie i internecie o dominacji zawodników z Ukrainy.

Zaangażowanie rodziców widać na każdym kroku. Mogę śmiało stwierdzić ze podczas ceremonii otwarcia rodziców i kibiców było znacznie więcej niż samych zawodników. Częstym widokiem w porcie jest jak mamy robią naciąg foka, a tatusiowie polerują kadłuby.
Oczywiście nie twierdzę ze w Polsce nie można spotkać takich rodziców, ale tutaj jakoś wyczułem więcej radości i zabawy a o wiele mniej presji i chęci zwycięstwa za wszelką cenę!
Brak nadmiernego ciśnienia widać i u zawodników i u rodziców. Niemal każdy zawodnik wracając do portu po wyścigach ma banana na twarzy. Pewnego razu Piotrek zapytał Robena z czego oni się tak wszyscy cieszą? Przecież tylko jedna załoga wygrała wyścig.
Odpowiedz była prosta.
..
„Nasi zawodnicy cieszą się z tego że spędzili kolejny dzień na wodzie, że mogli żeglować, że poradzili sobie z żywiołem i że nauczyli się czegoś nowego.”
Wielu młodych żeglarzy wielokrotnie podchodziło z uśmiechem na twarzy i gratulowało Ukraińcom wspaniałej żeglugi i absolutnie nie dało się przy tym wyczuć a nie grama zazdrości.

Jak dla mnie to to jest największa i najważniejsza różnica której doświadczyłem. Chciał bym zęby udało się nam przywieźć choć trochę tej postawy do Polski, żeby nasi zawodnicy potrafili po wyścigach wracać do portu z przekonaniem że wykonali kawał dobrej roboty i że nawet jeśli nie wygrali żadnego wyścigu to mają jeszcze okazję następnego dnia, w następnych regatach, a jak nie, to w następnym sezonie.
Myślę że o wiele lepiej było by gdyby nasi zawodnicy żeglowali trochę więcej dla frajdy, a mniej dla punktów i medali.

__________
5 stycznia 16:16

Nasza załoga w składzie Piotr Szlachcic z UKS Żeglarz Wrocław i Eryk Martynko z UKŻ Grot OSiR Suwałki zajęła czwarte miejsce w Mistrzostwach Świata 2012 w klasie Cadet. W tym roku poza zasięgiem dla wszystkich okazały się załogi z Ukrainy. Zwyciężyła załoga w składzie Oleksandr Izarov i Andriy Kalinchuk, drugie miejsce zdobyli ich koledzy Danyil Martynov i Pavlo Merezhko, na trzecim miejscu uplasowała się załoga z Wielkiej Brytanii Alex Corby i Robert Keen.

Pełne wyniki można obejrzeć TUTAJ

Czy czwarte miejsce to wynik który nas zadowala?
Dziesięć lat temu, gdy najlepszy polak zajmował siódme miejsce na MŚ wszyscy mówili o wielkim sukcesie. Dzisiaj, po tym jak Małecki i Kamiński przyzwyczaili nas do pierwszego miejsca, czwarte może wydawać się delikatnie blado. Osobiście uważam jednak że to dobry rezultat, biorąc pod uwagę że Piotr miał do czynienia z nowym załogantem, nową łódką, nowym akwenem i nowym trenerem... mogło być gorzej, oczywiście szkoda podium bo do końca regat było w zasięgu, ale niestety nasi sąsiedzi ze wschodu pokazali naprawdę światową klasę. Wszystkie kraje mogły jedynie podziwiać jak szybko żeglują Ukraińcy, zwłaszcza na kursach wolnych i zwłaszcza przy silnych wiatrach. Jako ciekawostkę muszę wspomnieć że Ukraińcy pływali na "Konysach" złożonych w kostkę i przywiezionych w walizce! Co ciekawsze Danyil wygrał pięć z dwunastu wyścigów i zajął drugie miejsce, a Oleksandr nie wygrał żadnego, ale za to wygrał całe regaty!

 



Sporo wyścigów było rozegranych przy wietrze 6 Bf, a taki wiatr to rzadkość na naszych regatach i treningach, więc zwłaszcza wtedy widać było braki w zgraniu naszej załogi, jednak wiele wyśmienitych załóg z pewnością chciało by być na miejscu Piotra i Eryka. Dla przykładu, pierwszy Australijczyk zajął dopiero szóste miejsce, a jego kolega który kilka dni wcześniej został Mistrzem Australii zajął w MŚ dopiero szesnaste miejsce.

Zakończenie jak cała reszta było zorganizowane na wysokim poziomie... Gratulacje, podziękowania, zdjęcia, poczęstunek, wymiana koszulek, muzyka i grubo ponad trzydzieści stopni w cieniu. Wczoraj w południe termometry pokazywały 41 stopni, a na horyzoncie można było obserwować ogromne kłęby dymu z płonących lasów. Pożary tutaj to podobno norma i nikt ich nawet nie próbuje gasić do póki wiatr wieje z prędkością 50 km/h. wrażenie? jak by sto farelek na ostatnim biegu dmuchało prosto w twarz.

 



Jestem bardzo zadowolony że udało nam się dotrwać do końca regat bez żadnych protestów, kolizji, awarii i prawie bez kontuzji. Myślę że wszyscy wracamy do domu z ogromnym bagażem doświadczeń i to nie tylko żeglarskich. To jak w Australii traktuje się żeglarstwo, oraz wiele innych zagadnień, na mnie osobiście zrobiło spore wrażenie, ale dokładniej opiszę to w następnym odcinku...:)



 

__________
4 styczeń godzina 12:55

Mistrzem Świata zstała załoga UKR 9905 Oleksandr Izarov Andriy Kalinchuk. Piotra z Erykiem utrzymali czwartą pozycje

__________

31 grudnia - kilka godzin przed końcem roku

Na półmetku regat o Mistrzostwo Świata 2012 w klasie Cadet, nasza załoga zajmuje czwarte miejsce. Pełne wyniki można zobaczyć na...

Wyniki

Jutro jest dzień wolny od ścigania, więc za chwilę idziemy do centrum świętować nowy rok. Życzymy wszystkim żeby nadchodzący nowy rok był jeszcze lepszy niż 2012, pełen solidnych treningów i wielkich sukcesów żeglarskich!

 

Trzymajcie za nas kciuki w końcówce regat, śledźcie wpisy na fiejsbuku, no i zróbcie tak żeby Andriej mógł w końcu zatańczyć i zaśpiewać:)

 

__________
29 grudnia wieczór

Dzisiaj ze względu na zbyt silny wiatr wiścig próbny przed Mistrzostwami Świata się nie odbył. W szkwałach wiatr podobno osiągał 7 stopni w skali Beauforta, więc komisja słusznie oszczędziła sprzęt i zawodników.

Ceremonia otwarcia była naprawdę na wysokim poziomie... część oficjalna, część artystyczna, poczęstunek wszystko tak jak być powinno.


Trochę smutno że jako najlepszy kraj na świecie od trzech lat w klasie Cadet, przyjechaliśmy bronić tytułu w TRZY osoby. Nawet Ukraińców w ekipie jest siedmioro, a o takich krajach jak Anglia czy Argentyna nawet nie wspomnę. Niemcy którzy za wiele w Cadecie nie znaczą przyjeżdżają z pełną obstawą trenerów i rodziców, a my...




Wczoraj nasz kolejny Kapitan przerwał kolejną próbę bicia kolejnego rekordu za kolejne grube miliony, a nas nie stać żeby w młodzieżowej klasie wysłać wszystkich medalistów Mistrzostw Europy na Mistrzostwa Świata. Temat rzeka ale chyba nie czas i pora się nad nim rozczulać zwłaszcza że...

Jutro rozpoczynamy Mistrzostwa Świata 2012, prognoza jest dosyć intensywna, więc trzymajcie mocno kciuki i zerkajcie na Fejsa i nowego Twita. postaram się prosto z wody meldować o wynikach.

 

___________
28 grudnia rano

Mistrzostwa Australii dobiegły końca. Piotr z Erykiem ostatecznie zajęli ósme miejsce. delikatnie mówiąc nie jest to rewelacyjny wynik, ale z pewnością bardzo dużo się nauczyliśmy na tych regatach i ze sporym bagażem doświadczeń przystąpimi do kolejnego startu. Przede wszystkim jesteśmy pewni co do prędkości łódki na wszystkich kursach, starty również wychodzą całkiem poprawnie.

 

Podczas kilku dni regat przekonaliśmy się że warunki pogodowe potrafią tutaj być potwornie zmienne. Podczas wczorajszego dnia ponownie komisja przerywała wyścig z powody dużych zmiany kierunku wiatru. Dzisiaj zaczynamy pomiary sprzętu, a jutro o 14 godzinie mamy start do Wyścigu próbnego przed mistrzostwami świata. Trzymajcie kciuki żeby doświadczenia które zebraliśmy zaowocowały podczas Mistrzostw Świata. Wyniki z regat są pod adresem 

http://www.cadet2012.yachting.org.au/?Page=64263&MenuID=Results%2F24825%2F51767%2F%2CAustralian_Championships%2F24829%2F0%2F

___________
24 grudnia Wigilia

Z okazji że dzisiaj w Polsce obchodzona jest Wigilia, postaram się zrelacjonować oprócz tego co działo się na wodzie, to jak wyglądają święta w Hobart.
Podczas dzisiejszego dnia spędziliśmy trochę czasu na wodzie, ale komisji sędziowskiej nie udało się doprowadzić dokońca żadnego wyścigu. Wiatr oscylował od zera do pięciu w skali beauforta i wiał dokładnie z każdego kierunku. ok godziny szesnastej została podjęta decyzja że wracamy na brzeg, a kolejny wyścig odbędzie się dopiero 26 grudnia.

Codziennie pływam na pontonie z Panem Robenem, który od pierwszego dnia bardzo się nami opiekuje. Pan Roben jest ojcem dwóch zawodniczek, na codzień mieszkają w Melbourne a do Hobart przyjechali całą rodziną.
Dzisiaj rozmawialiśmy o świętach w Australii. Dowiedziałęm się między innymi że prawdziwe święta w Australi zaczynają się dopiero jutro. Święta bożego narodzenia pokrywają się tutaj z początkiem wakacji, a dzień jest bardzo długi więc zazwyczaj święta są obchodzone na zewnątrz...  spacery, wyjazdy rodzinne, pikniki. Ludzie tutaj mają w zwyczaju obdarowywania się prezentami i często widać ludzi w czapeczkach mikołaja, ale święta w Australii głównie polegają na "relationship" czyli krótko mówiąc na relacjach z bliskimi, rozmowach i spędzaniu wspólnie czasu w aktywny sposób. Wigilii raczej się tu nie obchodzi i jadąc przed chwilą autobusem widzieliśmy że ludzie jak co dzień chodzą z psami na spacer, piją kawę w kawiarniach, biegają (mnóstwo ludzi tutaj biega po plaży, po mieście i wszędzie gdzie się da). Jutro zaczynają się święta, ale nie widzieliśmy wyjątkowych kolejek w sklepach. Gdy zapytałem o potrawy usłyszałem że preferują świeże owoce, sałatki i tym podobne, żadnych wykwintnych potraw przygotowywanych tydzień wcześniej i żadnej spiny że stół musi być suto zastawiony:)
Dostaliśmy zaproszenie do właśnie takiego obchodzenia świąt wspólnie z rodziną Pana Robena, więc domyślam się że jutro poznamy kolejne uroki i zakątki Tasmanii.

Po zejściu z wody postanowiliśmy zrobić mix i połączyć trochę Polskiej tradycji z Australijskimi owocami i słoneczną pogodą.
Efekt widać na zdjęciu poniżej.
Przygotowanie świątecznej kolacji kosztowało nas 40$ i ok 15 min kopania. Jak było? wyobraźcie sobie że zamiast śledzia w śmietanie na wigilię jecie bułkę z winogronami i czekoladą, zagryzacie ją świeżą truskawką i popijacie sokiem z ananasa, zamiast reklam na polsacie oglądacie jak jachty żeglują na sztormowych fokach, a obok ląduje wodolot, zamiast "Last Christmas" w radiu słuchacie jak mewy łowią ryby, a zamiast znosić talerze ze stołu zakopujecie ogryzki w piasku i idziecie się wykąpać w zatoce Sandy Bay. Fajnie? nam się podobało!

Z okazji świąt Bożego Narodzenia chcieliśmy złożyć serdeczne życzenia wszystkim osobom które nas wspierają i kibicują podczas żeglarskich zmagań na końcu świata. Życzymy wam świeżych owoców na stole i świąt przede wszystkim opartych na "relationship":)

Piotrek Eryk i Maciek

 

 

___________
23 grudnia wieczór

Po pierwszym dniu regat o Mistrzostwo Australii wiemy że... Piotr może żeglować bardzo szybko i że jest w stanie wygrywać wyścigi. Wiemy też że mamy jeszcze sporo pracy do wykonania i kilka elementów do poprawy. Dzisiaj odbyły się trzy wyścigi w których nasza załoga zajęła kolejno 17, 1 i 25 miejsce, a w klasyfikacji ogólnej zajmuje 11 miejsce.

___________
22 grudnia 21:32 tutejszego czasu

Minęło parę dni od poprzedniego wpisu, ale znowu jest o czym pisać. Podczas ostatnich kilku dni przeżyliśmy jako jedni z pierwszych na świecie, koniec świata i awarię strony UKŻ, popracowaliśmy trochę przy sprzęcie, przeszliśmy "prawie" pomiary sprzętu, a dziś po południu Piotr z Erykiem wygrali practice race, ale po kolei...

Jakiś czas temu wstawiłem filmik na kanał YouTube jak potrafi dmuchać w Hobart. w szkwałach mocne 5 Bf ale my woleliśmy nie ryzykować uszkodzenia sprzętu, zwłaszcza że kaucja 300$ piechotą nie chodzi.
Do dnia dzisiejszego udało nam się spędzić kilka godzin na wodzie, niby nie dużo ale wystarczająco żeby poszukać ustawienia i dopracować kilka szczegółów w osprzęcie. Nie wszystkie rozwiązania na łódce z Singapuru przypadły nam do gustu i trzeba było pokręcić trochę śrubkami.

W między czasie sprawdziliśmy że gdy kończy się kalendarz Majów zaczyna się kalendarz Czerwców i życie toczy się dalej, zwłaszcza że tego samego dnia zaczynają się wakacje w Australii i zaczynają mistrzostwa tegoż właśnie kraju w klasie Cadet. Przez chwilę nawet nasza strona postanowiła przestać działać ale dziś już powinna być widoczna ponownie dla wszystkich na kolejne kilkaset lat.

Wczoraj był dzień pomiarowy do Mistrzostw Australii. Gdyby nie klasyczny błąd pozycji przedniego bloczka na bomie to można by uznać że cały czarterowany przez nas sprzęt jest klasowy. Jeśli Chodzi o żagle które przywieźliśmy z Polski to niestety okazało się że nie wszystko jest tam gdzie być powinno. Pan główny mierniczy Australijski zwrócił nam uwagę że dolna listwa w grocie jest za wysoko!
Żeby była jasność... Uważam i raczej zdania prędko nie zmienię że, żagle do Cadeta od Pana Marka Konysa na dzień dzisiejszy są najlepsze na świecie! (i wszystkim to powtarzam) no ale pomylić się o 5 cm? Koledzy z Ukrainy też pływają na "Konysach" i też nie mieszczą się w wymiarze.
Na szczęście WSZYSCY tutaj są niezwykle mili i pomocni i od razu jeden telefon i mamy umówionego jakiegoś tutejszego żaglomistrza który nam to przerobi przed Mistrzostwami Świata.

Dzisiaj jak co dzień od same rana krzątaliśmy się po porcie i jak co dzień okazało się że tutaj nikomu się nie spieszy i skoro start do wyścigu jest o 14 to nie ma powodów do paniki:)
Ok godziny 13, po ceremonii otwarcia udało się zejść na wodę krótkie rozpływanie... wiatr delikatny ok 2 Bf falka niska, jednym słowem jak w Pucku.
Godzina 14 Start... z zawietrznej strony startuje Jakiś Anglik, Izarov i Piotr. Cały wyścig zdecydowanie prowadził Izarov z Ukrainy, a Piotr Płynął drugi z małą przerwą. Tuż przed samą metą Ukrainiec pomylił trasę i zaczął odpadać na trzecie okrążenie zamiast płynąć na metę, w efekcie czego to Piotr z Erykiem zwyciężył.
Wiadomo że fajnie jest wygrać ale dla mnie ważniejsze od miejsca w wyścigu próbnym jest to jaką mamy prędkość w porównaniu do innych.
Pod wiatr jest dobrze a nawet bardzo dobrze. Kursy wolne wymagają jeszcze dopieszczenia, ale mamy jeszcze trochę czasu na obserwację i poprawki.
Podsumowując... Tak to był dobry wyścig i nie tylko ze względu na to, że konkurent pomylił trasę:)

Na zakończenie dnia miła niespodzianka, wręczenie upominków w postaci czapeczek "Ronstana" i zdjęcie z wyścigu oprawione w ramkę z drzewa które podobno ma kilkaset lat i pochodzi z Tasmanii.

Jutro już zaczynamy ściganie na poważnie, ale wciąż pamiętamy że nie przyjechaliśmy tutaj żeby zostać Mistrzami Australii tylko Świata, więc jutrzejsze regaty traktujemy nadal jako trening do startu głównego.

Trzymajcie kciuki i obserwujcie Fejsa;)

 

 

___________
18 grudnia rano

Pierwszy hals na półkuli południowej. Nowa łódka, nowy sternik, nowy załogant, nowy akwen. Wczoraj po raz pierwszy połączyliśmy wszystkie nowości i pożeglowaliśmy po wodach Tasmanii.

Na oko wygląda wszystko całkiem poprawnie, zestaw zachowywał się całkiem stabilnie i chyba dość szybko, oczywiście jest jeszcze dużo do poprawienie przy sprzęcie i w samej technice żeglowania, ale powinniśmy zdążyć przed startem głównym. Akwen sprawia wrażenie dość trudnego, wiatr bardzo szybko zmienia się pod względem siły i kierunku. Z pewnością wiele się tu nauczymy.
Dzisiaj w planie mamy pomiary i test pływalności, swoją drogą ciekawe jak oni robią testy na plaży;)



___________
17 grudnia 07:37 tutejszego czau

Entliczek pętliczek na kogo wypadnie... czarny koń jest nasz. Dzisiaj (znaczy wczoraj) w końcu odebraliśmy łódkę na której Piotr z Erykiem będą bronić tytułu Mistrzowskiego dla Polski!

Dzień zaczęliśmy nie pozornie od próby zrozumienia tutejszych autobusów. Okazało się jednak że w centrum każdy obrodziały pan na ławce w parku bardzo chce nam pomóc i wyjaśnić system komunikacji miejskiej i to oczywiście przy pomocy swojego niezwykle zrozumiałego akcentu, więc bez problemu dotarliśmy do celu. Na parkingu przy porcie (czytaj budynku na wydmie) pojawił się nowy kontener a po paru minutach otworzył go kolejny przemiły Pan, który okazał się być Panem David z którym załatwialiśmy czarter.
Razem z Davidem pracował brat Sasona (zawodnika który był trzeci w Niemczech i Pucku na MŚ). Pomogliśmy im rozładować 19 nowych Cadetów, które przypłynęły zafoliowane prosto z Singapuru. Dzięki naszej uprzejmości dostaliśmy jako pierwsi prawo wyboru kadłuba. Nasz wybór padł na jeden jedyny kadłub który był zafoliowany czarną folią. Przesądni nie jesteśmy ale... czarny koń jest nasz:) Wszyscy wiedzą że w Australii wszystko dzieje się wcześniej ale żeby rozpakowywać prezenty 16 grudnia? Maszt, bom, ster, miecz, liny.. wszystko nowiutkie prosto z fabryki. Całe szczęście że mamy kilka dni na rozjeżdżenie zestawu przed startem głównym więc wszystko powinno się ładnie ułożyć i dopasować. Wczoraj postawiliśmy maszt, a dzisiaj dokończymy taklowanie całej łodzi łącznie z naszymi żaglami i jak dobrze pójdzie to od razu schodzimy na trening.

Ale to nie był koniec niespodzianek. W trakcie prac przy sprzęcie spotkaliśmy kolejnego sympatycznego pana, którego pamiętałem z MŚ w Niemczech. Najpierw upierał się że powinniśmy zejść na wodę i nawet zaczął przynosić nam ciuchy i kapoki, ale gdy po chwili przyjął do wiadomości że bez swoich ciuchów nie zjedziemy na wodę gdzie szkwały osiągają moc 6 bofa, to zaproponował że chętnie pokaże nam okolicę. Okazało się że całą rodziną wynajmuje dom nieopodal portu więc zaproponował nam że możemy u niego trzymać osprzęt, a jak będziemy zbyt zmęczeni żeby tłuc się autobusem to możemy się u niego kimnąć. Następnie pokazał nam swój ponton i powiedział że już nie muszę się martwić o miejsce dla siebie na pontonie. Naprawdę ludzie tutaj są niezwykle uprzejmi jakoś nie wyobrażam sobie takiej akcji u nas.
Ale to też jeszcze nie był koniec... zaproponował że może pokazać nam pobliską górę której nazwy nie pamiętam, ale pamiętam że jej szczyt jest wzniesiony ponad poziom wody na 1400 metrów! Po drodze na szczyt pokazywał nam charakterystykę akwenu, omawiał pływy, prądy, bryzy i wszelkie zjawiska istotne dla żeglarzy na akwenie zbliżających się Mistrzostw Świata. Ostanie 400 metrów wysokości pokonaliśmy na piechotę całkiem stromą ścieżką, a na szczycie okazało się że mogliśmy dojechać tam samochodem, więc pytając czemu musieliśmy taki kawał iść z buta, usłyszałem odpowiedź że kiedy się wchodzi z buta ma się lepszy widok i chyba coś w tym jest. Gdy weszliśmy na szczyt akurat przyszła chmura która zakryła wszystko, ale po chwili ją przewiało i zobaczyliśmy widok, którego nawet nie warto próbować ukazać na zdjęciu to trzeba po prostu zobaczyć na żywo! Wracając zobaczyliśmy kangura i dowiedzieliśmy się sporo o niebezpiecznych gatunkach zwierząt w Australii oraz o rodzajach roślin występujących na odwiedzanej górze. Nasz nowy znajomy opowiedział nam również że w 1963 roku mieli potężny pożar na Tasmanii i że wszystkie drzewa które widzimy są stosunkowo młode. Sześć lat później on sam miał szesnaście lat i sam z trzynastoletnim załogantem wyruszył na regaty do Anglii. Na koniec okazało się że jest doktorem w Melbourne i że w dzieciństwie chodził do szkoły koło której teraz my mieszkamy. Coś czuje że jeszcze nie jedną ciekawą historie od niego usłyszymy.

Dziś powinniśmy zejść w końcu na wodę, więc w następnej relacji powinno byś już więcej o żeglarstwie:)



___________
14 grudnia 04:49 tutejszego czasu

Pierwsze wrażenia? Ciepło, fajnie wieje, bardzo mili ludzie i potwornie drogo. Przespaliśmy już kilkanaście godzin na kwaterze, ale pewnie minie jeszcze kilka dni zanim ustawimy się dokładnie w strefie czasu Australijskiego.

Pierwszą miłą niespodzianką był moment gdy na taśmie bagażowej pokazała się tuba z żaglami, podczas całej podróży to czy dotrą razem z nami w jednym kawałku było największą niewiadomą. Po zapakowaniu żagli w tubę i pokrowiec od nart cała paczka ważyła ok 9 kg i mierzyła 185 cm.

Na lotnisku zapakowaliśmy się w taxi żeby dotrzeć do Polish House i od razu kolejne zdziwko... taksówkarz był przemiły i wiele nam opowiadał i pokazywał ale niestety jego akcent pozwolił mi na rozumienie może 20% słów. żeby tego było mało kierownicę miał po prawej stronie!
Na miejscu przyjęła nas równie miła Pani, która jest chyba szefową tego domu i która bardzo stara się mówić po polsku.
Warunki mamy całkiem przyzwoite i powinniśmy wytrzymać tu kolejny miesiąc. Zanim zasnęliśmy odwiedziliśmy jeszcze sklep spożywczy. Wiem że za granicą zazwyczaj nie ma sensu przeliczać cen na złotówki, ale jeśli litr wody jest droższy o dwa złote niż benzyna u nas to trochę się włos jeży.
Zaczyna już świtać za oknem więc niebawem postaramy się odwiedzić port i zrobić trochę głębsze rozeznanie w okolicy.

___________
13 grudnia 07:09 tutejszego czasu

Dokładnie po 73 godzinach i 9 minutach od wyjazdu z Suwałk dotknęliśmy płyty lotniska w Hobart. W trzy doby pokonaliśmy szczęśliwie ok 16459 km.
___________
13 grudnia 05:05 tutejszego czasu

Jesteśmy w Melbeurne,a o 06:05 lecimy ostatnim już lotem do Hobart. Najważniejsze że żagle dotarły razem z nami całe i zdrowe na kontynent.

___________
12 grudnia 14:32 tutejszego czasu

O 3:00 jakiegoś tam czasu wylecieliśmy z Dubaju, a teraz jesteśmy w Kuala lumpur. Za oknem jest podobno 31stopni ale w środku chyba nie wiele mniej.

____________
11 grudnia godzina 6:45

jesteśmy ok 70 km od granicy polsko-czeskiej. O godzinie 15:50 startujemy z Pragi do Dubaju, tam przesiadka do Melbourne, a tam przesiadka do Hobart. W miarę dostępności wiffi będziemy starać się uzupełniać informację.

strona regat